O Czesławie

 Piotr Chlebowski

PIELGRZYM

Szkic do biograficznego portretu Czesława Niemena

Przyszedł na świat w okresie groźnym i niestabilnym, a jak się później okazało tragicznym dla naszej części Europy – Czesław Juliusz Wydrzycki, znany bardziej jako Czesław Niemen, urodził się 16 lutego 1939 r. we wsi Stare Wasiliszki, nieopodal Nowogródka, w połowie drogi między Lidą a Grodnem (od ostatniego z wymienionych miast rodzinną wieś przyszłego artysty dzielił dystans 60. km). „Osadę Stare Wasiliszki założył podobno książę Wasiłło, który jako jeden z pierwszych na Litwie przyjął chrześcijaństwo – wyjaśniał sam Niemen. – Prawie do końca XIX wieku stał we wsi drewniany kościółek. Dopiero potem, za pozwoleniem cara Mikołaja, pozwolono wybudować piękny, neogotycki kościół, który przetrwał do dziś”.

Wojenna zawierucha, a wraz z nią komunizm, zmieniła nie tylko polityczny układ w tym rejonie Europy, ale również granicę państw. Stare Wasiliszki – niegdyś leżące na ziemiach II Rzeczypospolitej – zaanektowane znalazły się w obrębie Związku Radzieckiego. Wojenne traktaty rzecz całą jeszcze przypieczętowały tak, że po 1945 roku tereny te weszły bezpośrednio w skład imperium sowieckiego. W tych trudnych i skomplikowanych politycznie warunkach przyszło wzrastać i dojrzewać przyszłemu artyście.

Wojny nie pamiętam – wspominał później – poza jednym obrazem, jak siedzimy z siostrą w okopach, kiedy uciekali Niemcy. Mimo różnych zawirowań dzieciństwo wspominam z sentymentem. Potrafiłem zaszyć się w lasy grzybne, buszować po łąkach, łowić ryby. To był raj na ziemi. Wszystko zmieniło się po wojnie. Na początku lat 50 zmarł ksiądz, zamknięto kościół [...]. W szkole, mimo że oprócz dzieci nauczycieli wszyscy uczniowie byli Polakami, nie było mowy o lekcjach języka polskiego.

Od r. 1948 młodziutki Niemen występuje w kościelnym chórze – to bodaj pierwszy epizod związany z przyszłymi muzycznymi pasjami artysty. Choć trzeba przyznać, że muzyka była chlebem powszednim w domu Wydrzyckich. Ojciec Czesława był stroicielem fortepianów, na wielu instrumentach grała jego siostra. W 1954 r. rozpoczął naukę w Liceum Muzycznym w Grodnie, w klasie fortepianu. Przez cały następny rok poznawał podstawy muzyki oraz nauki gry na różnych instrumentach ludowych, w tym okresie przeżywa także fascynację muzyką Ryszarda Bejbutowa. Również wówczas przeżywał pierwszą miłość. W 1957 r. wzięli ślub cywilny. Jednakże już w r. 1958 rodzina Wydrzyckich na fali powrotów Polaków z za wschodniej granicy, wyjeżdżają ze Związku Radzieckiego do Polski. Przekraczają granicę Brześć-Terespol i udają się do Białogardu. Niedługo potem Czesław ściąga również swoją żonę do Polski, gdzie biorą ślub kościelny. Pierwsze lata są trudne. Wydrzycki ima się różnych zajęć – maluje m.in. szyldy, stroi fortepiany. Ale nie zapomina przy tym o swoim pierwszym powołaniu – rozpoczyna naukę w średniej szkole w Gdańsku, tym razem w klasie fagotu. W tym czasie jego żona uczy się w pomaturalnej szkole pielęgniarskiej. Mieszkają oddzielnie – ona mieszka w bursie na terenie Akademii Medycznej, on z kolei w bursie szkół plastycznych w Orłowie. Ich drogi powoli zaczynają się rozchodzić, pomimo tego, że w 1960 urodziła im się córka. Nigdy nie zamieszkali razem, być może związek ten był zbyt młodzieńczo-niedojrzały. Formalnie rozstali się dopiero w drugiej połowie lat 60., jednakże już na początku dekady małżeństwo ich faktycznie rozpadło się. W tym czasie Czesław stawia pierwsze kroki na estradzie – występuje w Klubie Studentów Wybrzeża „Żak”: są to koncerty z zespołem Zbigniewa Wilka, udziela się też w „To Tu”. W repertuarze dominowały wtedy przede wszystkim kompozycje latyno-amerykańskie. W następnym roku odbywały się eliminacje do I Festiwalu Młodych Talentów – Wydrzycki staje do konkursu, wykonując „Malagueñę”. Już po szczęśliwym zakwalifikowaniu się do finału wziął udział w trasie koncertowej grupy Niebiesko-Czarni. W finale Festiwalu, 2 sierpnia 1962 r., wykonał „Adieu tristesse”. Jesień przebiega pod znakiem wspólnych występów z Niebiesko-Czarnymi, które pilotował słynny Franciszek Walicki, „ojciec polskiego big-beatu”.

Ciąg dalszy nastąpi …